KRAINA KANGURÓW, NIESAMOWITE WIDOKI I REKINY // KANGAROO LAND, STUNNING VIEWS AND SHARKS


Ostatnio, po raz pierwszy, udało mi się wybrać na kilkudniową wycieczkę za miasto :). Do tej pory nie było jakoś specjalnie okazji na dłuższy wyjazd, jednak ze względu na święto narodowe, przypadające 8 czerwca, zrobiliśmy sobie ze znajomymi długi weekend i wyjechaliśmy do Port Stephens (około 200km na północ od Sydney). Australia jako dosyć młody kraj nie ma zbyt dużo historycznych dat w swoim zanadrzu, a 8 czerwca obchodzone są urodziny Królowej Elżbiety II ;). Nie jest to więc jakiś super wyjątkowy dzień. Co więcej, tak naprawdę królowa Wielkiej Brytanii urodziła się 21 kwietnia, ale święto narodowe przypada zawsze w drugi poniedziałek czerwca, bo kwietniu zazwyczaj jest Wielkanoc ;). Jak widać wszystko jest zrobione trochę na siłę, ale zawsze lepiej jest mieć jeden dodatkowy dzień wolny, niż go nie mieć :).

Podróż zaczęliśmy od odwiedzenia Morisset Park, czyli miejsca znanego ze względu na duże ilości swobodnie żyjących kangurów, które są bardzo oswojone i niesamowicie przyjacielskie :). Oczywiście nic za darmo – żeby zrobić sobie z nimi zdjęcie zazwyczaj trzeba je przekupić marchewką. Jako, że miejsce jest bardzo intensywnie odwiedzane przez wielu ludzi, to kangury są już mocno rozleniwione i czasami jedzenie trzeba im podtykać pod sam nos, a i tak czasami potrafią nim pogardzić ;). Niechętnie jedzą też marchewkę, którą wcześniej ugryzł inny kangur ;p. Wrażenia dużo lepsze niż oglądanie tych zwierzaków w zoo, z odległości 20 metrów i to za kratami.

Morisset Park - meeting new buddy !
Morisset Park – meeting new buddy !
Morisset Park - looks like he likes carrots ;)
Morisset Park – looks like he likes carrots 😉
Morisset Park - baby kangaroo's head :)
Morisset Park – baby kangaroo’s head 🙂

Z Morisset Park jechaliśmy dalej w kierunku Port Stephens, po drodze zatrzymując się na Anna Bay Sand Dunes. Niesamowite miejsce, z piękną, bardzo długą plażą i duża ilością wydm, z których można zjeżdżać na sandboardzie :). Widoki prawie jak na pustyni, bo piasek ciągnie się prawie po sam horyzont, są też wielbłądy, więc można sie poczuć jak w Egipcie ;). Wypożyczyliśmy deski i przed pierwszym zjazdem wydawało mi się, że będzie to łatwe i mało ekscytujące, jednak pierwsza próba pokazała co innego ;). Wydmy są bardzo strome, więc sandboard rozpędza się bardzo szybko, zwłaszcza jeśli nie hamuje się rękoma ;). Mały błąd i ląduje się twarzą w piachu (co na szczęście mi się nie przytrafiło, ale jedna pani ładnie zanurkowała !). Zjeżdża się na siedząco, bo prędkość jest naprawdę duża, jednak oczywiście spróbowałem też zjazdu na nogach, ale z mniej stromej góry ;). Po godzinnej zabawie na wydmach pojechaliśmy już do Nelson Bay w Port Stephens, gdzie mieliśmy zakwaterowanie.

Anna Bay Sand Dunes - lazy camels !!
Anna Bay Sand Dunes – lazy camels !!
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes - looking for the most extreme place to slide down !
Anna Bay Sand Dunes – looking for the most extreme place to slide down !
Anna Bay Sand Dunes - go go go !!
Anna Bay Sand Dunes – go go go !!
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes

Drugiego dnia pobudka dosyć wcześnie, ale było warto !! Rewelacyjna pogoda zachęcała do wyjścia na dłuuuugi spacer po okolicznych plażach, parkach i punktach widokowych. Jak na zimowe warunki, pogoda była CAŁKIEM PRZYJEMNA – 23 stopnie w słońcu, bezwietrznie i bezchmurnie, taka zima mi odpowiada ;). Wspięliśmy się na Tomaree Head, dosyć wysoką górę nad samym oceanem, skąd rozciągały się jedne z najlepszych widoków, jakie kiedykolwiek widziałem !! Serio !! Podróżowałem już dużo w swoim życiu i byłem w wielu niesamowitych miejscach, ale widok ze zdjęcia nr 4 poniżej jest naprawdę w moim TOP 10 ! Stałem tam chyba z 10 minut w bezruchu i patrzyłem :). Krajobraz naprawdę jak w raju !! Wszyscy musieli na mnie czekać, bo dla mnie czas się zatrzymał ;). Kolejnym miejscem było Fingal Bay, widoczne na tym zdjęciu w oddali. Jest to miejsce, gdzie w okresie letnim wąska plaża łączy się z pobliską wyspą, jednak w okresie zimowym przejście jest zalewane przez wodę. Nie jest tam głęboko, około 1-1,5m, jednak są bardzo silne prądy, fale i rekiny, więc darowaliśmy sobie wycieczkę na tą wyspę ;). Z sharkami mieliśmy zamiar pobawić się następnego dnia….

Nelson Bay - standard view :)
Nelson Bay – standard view 🙂
Nelson Bay
Nelson Bay
Tomaree Head - quite a good view
Tomaree Head – quite a good view
Tomaree Head - STUNNING VIEW !!!!  WOOOHOOO !!
Tomaree Head – STUNNING VIEW !!!! WOOOHOOO !! TOP 10 !!!
Tomaree Head
Tomaree Head
Fingal Bay - flooded transition ;)
Fingal Bay – flooded transition 😉
Fingal Bay
Fingal Bay
Fingal Bay - from selfie stick :)
Fingal Bay – from selfie stick 🙂
One Mile Beach
One Mile Beach

Ostatniego dnia wycieczki główną atrakcją była kąpiel z rekinami :). Pojechaliśmy więc do Irukandji Shark & Ray Encounters, żeby je trochę nakarmić. W całym budynku pachniało jak na hali rybnej w Gdyni:). Przed wejściem do basenu z tymi przyjaznymi zwierzakami, zostaliśmy zapewnieni, że jeszcze nikogo tutaj nie zjadły (do tej pory) i że RACZEJ nas nie pogryzą, chyba że je zdenerwujemy. Nie można im po prostu wsadzać ręki do buzi i wtedy powinno być wszystko ok:). Rekiny nie były zbyt duże, jednak mimo wszystko były już dosyć energiczne, agresywne i gryzły jedzenie razem z kijem, na którym im je podawaliśmy. Było też trochę nerwów jak przepływały między nogami, zwłaszcza u facetów ;). Pływaliśmy też z 320-kilogramową płaszczką, dokładnie tego samego gatunku, która zabiła znanego przyrodnika Steve’a Irwina. Pani powiedziała, że tak naprawdę nie są one groźne, tylko nie można podpływać od tyłu, posłuchaliśmy więc jej rady :). Na koniec kąpaliśmy się już z większymi rekinami, około 3-metrowymi, ale roślinożernymi, więc można było bezstresowo pogłaskać :).

Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski
Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski
Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski
Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski
Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski
Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski
320-kg ray !! Photo: Paweł Szczurowski
320-kg ray !! Photo: Paweł Szczurowski
Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski
Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski

Na dobry koniec wycieczki, jedno z aut, którymi jechaliśmy (łącznie były 3 auta i 11 osób) się zepsuło, więc powrót przedłużył się z 2,5 godziny, do jakiś 7h. Jednak po tak udanym weekendzie nikt nie wyglądał na zdenerwowanego tym faktem i wszyscy szczęśliwi wróciliśmy do Sydney ;).




ENGLISH:

I finally managed to go on a few day trip out of the city :). Until now there weren’t any bigger opportunities to go somewhere further, but due to a national holiday, falling on June 8, I went for a long weekend to Port Stephens (about 200km north of Sydney) with my friends. Australia as a relatively young country doesn’t have many historical dates and on 8th June the birthday of Queen Elizabeth II is celebrated ;). As you can see it isn’t a super-special day. What’s more, Queen of Great Britain was in fact born on April 21, but this national holiday always falls on the second Monday of June, because it is usually Easter time in April ;). The thing is that it is always better to have one extra day off, than not to have:).

We started our trip in Morisset Park the place famous for large amount of free-living kangaroos, which are very tame and extremely friendly :). Of course nothing is for free – to take a picture with them you usually have to bribe them with carrots. As the place is very intensively visited by many people, the kangaroos are already extremely lazy and sometimes you have to put food under their nose and even then sometimes they can despise it ;). They also don’t really like eating carrots which have been previously bitten by another kangaroo ;p.

Morisset Park - meeting new buddy !
Morisset Park – meeting new buddy !
Morisset Park - looks like he likes carrots ;)
Morisset Park – looks like he likes carrots 😉
Morisset Park - baby kangaroo's head :)
Morisset Park – baby kangaroo’s head 🙂

From Morisset Park we drove on in the direction of Port Stephens and on the way we  stopped at Anna Bay Sand Dunes. Amazing place, with beautiful, very long beach and a large amount of sand dunes where you can ride a sandboard:). The views almost like on a desert, because sand is everywhere, there are also camels so you can feel like in Egypt ;). We rented boards and before the first slide it seemed to me like a very easy and not very exciting thing to do, but the first attempt showed something else;). Dunes were very steep, so sandboard was accelerating very quickly, especially if not stopped with the hands;). A small mistake and you land with a face in the sand (which fortunately didn’t happen to me, but one lady ducked nicely!). You go down in a sitting position because the speed is really high, but of course I also tried to slide standing on my feet, but on a less steep hill ;). After an hour playing on the sand dunes we went to Nelson Bay in Port Stephens, where we had accommodation.

Anna Bay Sand Dunes - lazy camels !!
Anna Bay Sand Dunes – lazy camels !!
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes - looking for the most extreme place to slide down !
Anna Bay Sand Dunes – looking for the most extreme place to slide down !
Anna Bay Sand Dunes - go go go !!
Anna Bay Sand Dunes – go go go !!
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes
Anna Bay Sand Dunes

On the second day we woke up quite early, but it was worth it !! Sunny weather was just perfect to go for a looooong walk to the nearby beaches, parks and viewpoints. As for winter conditions, the weather was QUITE NICE – 23 degrees in the sun, no wind and no clouds in the sky, such winter suits me;). We climbed on Tomaree Head, quite a high mountain just on the coast where I saw one of the best view ever !! Seriously !! I’ve already travelled quite a lot in my life and I’ve been to many amazing places, but the view from the photo #4 below is just stunning, it’s really in my TOP 10! I stood there like 10 minutes without moving and just enjoying the view :). The landscape really like in paradise !! Everybody had to wait for me, because for me the time simply stopped;). Next place was Fingal Bay, which can be seen in this photo in the background. It’s a place where during the summer narrow beach connects with a nearby island but in the winter the transition is flooded by water. It’s not deep about 1-1,5m, but there are very strong currents, waves and sharks, so we just decided not to go to the island;). We were planning to play with sharks on the next day…

Nelson Bay - standard view :)
Nelson Bay – standard view 🙂
Nelson Bay
Nelson Bay
Tomaree Head - quite a good view
Tomaree Head – quite a good view
Tomaree Head - STUNNING VIEW !!!!  WOOOHOOO !!
Tomaree Head – STUNNING VIEW !!!! WOOOHOOO !! TOP 10 !!!
Tomaree Head
Tomaree Head
Fingal Bay - flooded transition ;)
Fingal Bay – flooded transition 😉
Fingal Bay
Fingal Bay
Fingal Bay - from selfie stick :)
Fingal Bay – from selfie stick 🙂
One Mile Beach
One Mile Beach

Main attraction on the last day was swimming with sharks :). We went to the Irukandji Shark & ​​Ray Encounters to feed them a little bit. The whole building smelled like a fish market :). Before entering the pool with these extremely friendly animals, we were assured that nobody has been eaten by them here (for now) and that they shouldn’t bite us unless they get angry. You just can’t put your hand in their mouth and then everything should be ok:). Sharks were not too large, but still they were quite vigorous, aggressive and were biting food together with a stick which we were using to feed them. There were also some stressful situations when sharks were swimming between our legs especially in case of men ;). We also swam with 320-kilogram stingray, of exactly the same species that killed a well-known wildlife expert Steve Irwin. Our guide said that they are not really dangerous, but you can’t swim up to them from behind, so we followed her advice. At the end we swam with larger sharks, about 3-meter long, but herbivores, so you can stroke them :).

Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski
Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski
Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski
Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski
Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski
Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski
320-kg ray !! Photo: Paweł Szczurowski
320-kg ray !! Photo: Paweł Szczurowski
Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski
Swimming with sharks and rays. Photo: Paweł Szczurowski

In the end of our trip one of the cars (there were 3 cars and 11 people) broke down, so the return was prolonged from 2.5 hours to a 7h. However, after such a wonderful weekend no one seemed to be upset with this situation and we all returned to Sydney in good moods;).

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s